powrót do strona główna Mateusz Wiszniewski
Bajki autorstwa Mateusza Wiszniewskiego:
ALCHEMIK
Pewien
alchemik przez lata poszukiwał kamienia filozoficznego.
Przez
długie lata czytał i zgłębiał zawile księgi. Przesiadywał całymi
nocami w swojej pracowni. Zgłębiał zasady Alchemii i szukał, szukał.
Wiele zrozumiał, przeżył i doświadczył.
Jednak
najgłębsze sekrety Alchemii pozostawały przed nim ukryte.
W końcu zauważył, że się starzeje i
staje się znużony tymi poszukiwaniami.
W alchemicznej pracowni było mu za duszno i
za ciasno.
Postanowił
zmienić sposób swoich poszukiwań.
Zaczął
pilnie obserwować i naśladować naturę.
Wiele
zrozumiał obserwując lot ptaka, skaczące w strumieniu ryby, sunące po
niebie obłoki.
Długo
przebywał wśród drzew i kwiatów.
był
coraz bardziej szczęśliwy i pogodny.
Jego
umyśl robił się coraz bardziej
jasny, ciało młodniało.
Wyostrzały
się zmysły. Intuicyjnie czuł, że zbliża się do odkrycia jakiejś ważnej
tajemnicy.
Zaczął spotykać się z ludźmi, bawić się.
Pieniądze, które były przeznaczone na
alchemiczne badania rozdał ubogim i chorym.
Jego koledzy alchemicy , powiadali, ze zwariował,
inni, ze znalazł Kamień Filozoficzny.
Jego kontakt z naturą sprawił, że stał się
coraz bardziej prosty i naturalny.
Jadł, kiedy miał na to ochotę, odpoczywał,
kiedy tego potrzebował.
Nie przejmował się opiniami ludzi.
Kiedy
miał ochotę coś robić, robił to.
Kiedy
nie miał na coś ochoty, nie robił tego.
Jego życie stawało się coraz bardziej
proste i naturalne, a on był coraz zdrowszy i szczęśliwszy.
Pewnego dnia, wstał o wschodzie słońca i oglądał
niebo.
Zloty promień słońca padł na lustro,
przymocowane do jednego z jego alchemicznych urządzeń, odbił się i wpadł
prosto do jego serca.
Poczuł ogromne ciepło i jasność.
Coś
się w nim otworzyło.
Wtedy zrozumiał, że sam jest tym, czego szukał.
Potem nagle zniknął.
Jedni mówili, że zaraz po tym rozpuścił się
w światło.
Inni, że odpłynął za morze.
Jeszcze inni, powiadali, że ożenił się z
prostą wieśniaczką
Lub,
że widzieli go jak pracował w lesie jako drwal.
Jakakolwiek była prawda o jego dalszych
losach, faktem jest, że nad miejscem, w którym była jego pracownia
alchemiczna do tej pory często pojawiają się tęcze,
A
ludzie, którzy, przychodzą tam w pielgrzymkach i się modlą, twierdza, ze czują
niezwykłą energie i często doznają cudownych uzdrowień , a ich modlitwy zostają
wysłuchane.
TĘCZA
Pewnego
dnia, Anioł chciał zejść na ziemię.
Chciał
ich rozweselić.
Takie
było życie Anioła.
Biegali
w kółko zmęczeni i zapracowani.
Takie
było życie ludzi.
Anioł
nie mógł pokazać się ludziom bezpośrednio, ani do nich mówić, więc przybrał
postać tęczy.
Pojawił
się na niebie po deszczu i lśnił świetliście.
Miał
nadzieje, że ludzie odbiorą pozytywną energię , którą im w ten sposób wysyłał.
Jednak
większość ludzi, nawet tego nie zauważyła.
Jedynie
leżący w rowie pijak na chwile otworzył oczy i wymamrotał: "ale się świeci".
Anioł
był smutny.
Tęczę
jednak zauważyły dzieci.
Tego
dnia zrozumiano dwie rzeczy.
Anioł
zrozumiał lepiej kim są ludzie.
STWORZENIE TAŃCA
Jak
stworzył Bóg taniec?
Bóg
żył sobie samotnie w najwyższym niebie i kontemplował swoją doskonałość.
Tak długo, aż mu się to znudziło.
Stworzył
mężczyznę i kobietę i przykazał im się przyzwoicie zachowywać.
Jednak
kobieta i mężczyzna byli materialni i niedoskonali i kłócili się
codziennie.
Ich
brak doskonałości zasmucał Boga.
Kłócili
się tak głośno, że hałas ich kłótni napełniał cały kosmos.
Niepokoiło
to Boga i Anioły.
Ale
zrobił tak już poprzednim razem.
Zaczął
ulepszać swe dzieło.
Stworzył
język i pismo, aby kobieta i mężczyzna mogli się lepiej porozumiewać.
Poprawiło
się trochę i teraz kłócili się tylko raz w tygodniu.
Jednak
nic nie przychodziło mu do głowy.
Postanowił
się więc pomodlić do samego siebie.
Zrozumiał,
że jego dzieło nigdy nie będzie doskonale,
Chodzi
tylko o odkrycie doskonałości w niedoskonałości.
Bóg
zrozumiał sam siebie i w ekstazie zaczął tańczyć.
Z
jego tańca pojawiło się w kosmosie wiele radości i światła.
Bardzo
się to Bogu spodobało i Aniołom.
Aby
chociaż niedoskonali, mogli od czasu do czasu skosztować trochę boskiej
ekstazy i mądrości.
I
tak stworzył Bóg Taniec.
ZJAZD
Dawno
temu, daleko stąd i na pewno nie tutaj, w Bulandii, odbywał się zjazd
psychiatrów.
Na
zjazd zjechały największe sławy i autorytety Bulandziej psychiatrii.
Dr
Nicniewidzę, Prof. Nicnieczuję oraz Dr Prof. Wchodzęwtojakwmasełko.
Po krótkiej przemowie inauguracyjnej zjazd rozpoczął
się od wykładu Dr Nicniewidzę, który mówił o kluczowym znaczeniu
obserwacji w relacji z pacjentem.
Następnie Prof. Nicnieczuję wykładał o
znaczeniu empatii i głębokich empatycznych tradycjach bulandzkiej
psychiatrii.
Zebrani psychiatrzy, elita bulandzkiej
inteligencji, dziękowali wykładowcom burzami oklasków i notowali wszystko z
zapałem do swoich kajecików.
Dr Prof. Wchodzęwtojakwmasełko, dożywotni
prezes związku bulandzkich psychiatrów, zaproponował, by tegoroczne
fundusze zostały przeznaczone na badania nad wpływem obserwacji i empatii na
wyniki terapii , a on sam dopilnuje by fundusze zostały sprawiedliwie
rozdzielone.
Nastąpiła długa chwila kłopotliwego
milczenia, która przytomnie przerwał sekretarz związku mgr Szybkiawansik,
który nagle zaczął głośno bić brawo, a po chwili nastąpiła długa
burza oklasków.
Następnym punktem obrad, było zwalczanie
zwodniczych praktyk stosowanych przez niekompetentnych znachorów.
Zebrani jednogłośnie uchwalili zabronienie
wszelkich zabobonnych praktyk jako nieludzkich, nienaukowych i z gruntu
szkodliwych.
Następnie zebrani, zjednoczeni i
zintegrowani w obliczu wspólnego wroga odśpiewali ochoczo stary hymn
bulandzich psychiatrów "Nigdy się nie mylimy i zawsze mamy rację".
Potem z okrzykiem "jeden za wszystkich,
wszyscy za jednego" szturmem udali się na wspólny bankiecik, by resztę
spraw omówić sobie przy drinkach.
MĄDRY NAUCZYCIEL
Pewnego
razu był sobie mądry nauczyciel,
który
był tak mądry,
że
rozumiał mowę ptaków i zwierząt.
Potrafił
chodzić po ziemi i nie zostawiając śladów, potrafił też chodzić po tęczy.
Potrafił
uzdrawiać ludzi i zwierzęta i robił to z radością i bezinteresownie.
Żył
sobie skromnie, w lesie z dala od ludzkich osiedli.
Ludzie
i zwierzęta przychodzili do niego jednak, aby ich leczył.
Popularność
mądrego nauczyciela wzrastała.
Nie
spodobało się to kapłanowi z pobliskiej wioski.
Ludzie,
zamiast przychodzić do jego świątyni, zaczynali chodzić do mądrego
nauczyciela.
Miejscowy
kapłan zaczął tracić popularność i dochody.
Bardzo
mu się to nie podobało.
Był
bardzo zazdrosny i zły, że mądry nauczyciel więcej od niego potrafi i
ludzie wolą chodzić do jakiegoś prostaka z lasu niż do niego-wykształconego,
wielkiego kapłana z wielkiej świątyni.
Wysłał
więc donos do króla, że mądry nauczyciel znieważa prastarą religię, a
ponadto, gromadzi ludzi i szykuje zamach stanu.
Król
niezwłocznie wysłał oddział żołnierzy, aby jak najszybciej zgładzili mądrego
nauczyciela.
Kiedy
dowiedziała się o tym dobra wróżka, wysłała do mądrego nauczyciela
swojego ulubionego ptaka z informacją, że król wysłał już po niego odział
zbrojnych.
Mądry
nauczyciel odpowiedział spokojnie:
Wiem!
I
dlatego od dzisiaj stanę się niewidzialny i będę się pojawiał tylko tym,
którzy są gotowi, by mnie spotkać.
Będę
się im pojawiał w lustrze, bądź w strumieniu, kiedy będą o mnie myśleć
i szczerze mnie szukać.
I
tak też zrobił.
Dlatego jeżeli chcesz spotkać się z mądrym nauczycielem szukaj go patrząc uważnie w strumień bądź w lustro.